DKF 21.03.2025: MIĘDZY PRAWDĄ, FIKCJĄ I LEGENDĄ. JAK BIOGRAFIA SIMONY KOSSAK ZAINSPIROWAŁA ADRIANA PANKA? RELACJA ZE SPOTKANIA
Jest taka poruszająca piosenka śpiewana przez Natalię Przybysz. Nosi tytuł „Dzieci malarzy”. Warto posłuchać utworu, potem obejrzeć film Adriana Panka, a następnie przeczytać książkę „Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak”. Najlepiej w tej kolejności. Gdy spotkaliśmy się na DKF-ie 21 marca, w pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, był to idealny termin na rozmowę o Simonie Kossak. Tak ważna dla niej przyroda znów budzi się do życia, a w nas – widzach, obudził się „apetyt na Simonę”. Dzięki spotkaniu z ANNĄ KAMIŃSKĄ, autorką bestsellerowej książki, którą zainspirował się reżyser filmu, mogliśmy posłuchać opowieści o nietuzinkowej biolożce, przedzierać się „przez puszczę kontrastów jej osobowości” i „las sprzeczności”.
Najpierw krakowska Kossakówka – dom bez ciepła i akceptacji. To tu dziesięcioletnia Simona robiła eksperymenty przyrodnicze jak naukowiec (przynosiła do domu zdechłego ptaka czy mysz). Potem Dziedzinka w Puszczy Białowieskiej. Ukojenie i emocjonalne schronienie. Gdybyśmy za pomocą wehikułu czasu mieli szansę przenieść się do Dziedzinki z tamtych lat, niektóre zwierzęta obecne w domu mogłyby budzić respekt lub obawę, np. sowa, rysica, locha Żabcia, czy kruk, który miał opinię rzezimieszka. A nieokiełznana Simona z burzą rudych włosów? Może opowiedziałaby nam jedną z gawęd przyrodniczych albo pokazała jeden ze swoich filmów? A może dałaby się namówić na snucie wspomnień z czasów, gdy jako studentka słuchała z wypiekami na twarzy wykładów z zoopsychologii lub odbywała praktyki w zoo we Wrocławiu u Hanny i Antoniego Gucwińskich? A gdybyśmy w naszej czaso-podróży trafili na okres, gdy została już cenioną panią profesor? Czy przepędziłaby nas na cztery wiatry? To fakt, że z upływem lat stawała się coraz bardziej apodyktyczna. Trudno powiedzieć, czy była to kwestia osobowości, z którą się urodziła, czy bardziej wpływ domu, w którym czuło się silniejszą obecność duchów niż miłości… Po więcej wiedzy i smaczków trzeba sięgnąć do książki.
Simona Kossak zmarła w 2007 roku w wieku 64 lat. Pisano, że odeszła królowa puszczy. Lech Wilczek, z którym spędziła ponad 30 lat, powiedział kiedyś o niej „rusałka admirał”. Inni przyznawali, że gdy toczyła wojny o przyrodę, stawała się drapieżnikiem albo żądliła jak osa. Niektórzy porównywali ją do czarnej owcy w rodzinie. Gdy wieczorem po DKF-ie zamyśleni, z książkami z autografem pod pachą rozchodziliśmy się do domów, jedna z widzek wróciła na salę kinową w towarzystwie motyla siedzącego na biografii Simony. Cudowny znak od biolożki, że ma się dobrze i słucha nas z jakiegoś innego, pięknego świata!




